poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Wywiad z Matusem i Boorakiem

Pierwszy video wywiad na łamach naszego portalu! 

Matus i Boorak mówią o kulisach powstania "Nazwij to jak chcesz" EP. 

Poruszają tematy długoletniej zajawki! 
Odpalajcie, niedługo kolejne video wywiady.



Wywiad przeprowadził LuChA




poniedziałek, 25 lipca 2016

Raper Cichy 2SP "Niech im sie dobrze wiedzie."



Cichy 2SP pochodzi z rejonu który nazwałbym "Legnickim Brooklynem" biorąc pod uwagę Rap z tego rejonu który jest kolebką naszego podziemia. Niezbitym dowodem na to, że Hip Hop odcisnął w nim piętno są wnioski których nie powstydziłby się żaden człowiek sukcesu. Kiedyś zbuntowany wieszcz szarych bloków, teraz elokwentny i pełny ambicji mężczyzna.  Rozmawialiśmy o procesie twórczym i o przywiązaniu do swojej dzielnicy. Skonfrontuj się z przemyśleniami Cichego!




Co słychać u ziomków z którymi nawijałeś? 



Nie wiem. Co słychać u Luchy to wiem, co słychać u Andrew też wiem. Andrzejek przeprowadził się do nas na rejon. W sumie już nie mój rejon, teraz to już jestem z centrum chyba.
O pozostałych wiem tyle, że Sławek został na osiedlu, cały czas robi jakieś bity. Małolacik też zajął się produkcją, ale to nie są już stricte rapowe bity. Śledziu ma dziecko, Kula jest w Anglii. Miki jest też w Anglii. Rozpadło się. Nie wiem, co się dzieje u tych ludzi. Ja też uciekłem, w pewnym momencie to nabrało taki obrót, że jak się rozwijasz to odchodzisz od schematu. To jest zależne od człowieka, czy całe życie zostanie na ławce, czy wstanie i pójdzie w inną stronę. Od ostatniego kawałka, który nagraliśmy razem, nie pamiętam, kiedy to było, ale mam ten track na komputerze, nie interesuje się tym, co tam się dzieje. Żyje swoim życiem, mam swoich znajomych, w dupie to mam tak naprawdę. Niech im się dobrze wiedzie. 



Na których kawałkach zostawiłeś najbardziej osobiste przesłanie? 

Mogę Ci powiedzieć, że na wszystkich. Jestem nauczony tego, żeby nie pier***** głupot, nie bawię się w specjalne porównania. Jak za małolata zaczynaliśmy pisać teksty to niektórzy korzystali ze słownika, bo chcieli używać słów na wyższym levelu. Natomiast u mnie klepie na dwa i na cztery, wszystko w miarę prostej formie. Inaczej nie potrafię. Próbuję teraz coś modyfikować, ale ciężko to wychodzi. Nie nagrywałem nigdy kawałków które „nie były ode mnie”, wszystkie są jak najbardziej osobiste. Akurat do tego przywiązywałem bardzo dużą wagę.
 Nawet jak tekst pisałem w piętnaście minut na kolanie siedząc z ziomkami w studni, kiedy trzeba było dograć kolejny kawałek na płytę, wszystkie wersy na kartce były ode mnie. Nie stosuję takiego podziału. Nawet jak z Andrew nagrywaliśmy niezbyt poważne kawałki na projekt DwaGC (czyli Gówno Gówno Crew), takie numery jak „Łap w Papę Szluga”, albo „Ej Mała jesteś Sama” i mogę powiedzieć, że zostawiałem na nich równie osobiste przemyślenia. Jeden z mocniejszych cytatów z tej płyty to „Ej Mała jesteś sama? Jak jesteś sama, to wypie*****” zawsze humorystycznie. Takie „bzdury, bo bzdury” ale w fajnym wydaniu. Całkiem miłe czasy mi się przypominają dzięki temu. Wypiliśmy z Andym przy tej płycie hektolitry piastów, jego Matula wyjechała wtedy na jakiś czas, więc pisaliśmy teksty, tłukliśmy te piasty, nagrywaliśmy kawałki. Przeważnie tak robiłem Rap, nie ustawiałem się z nikim na „specjalną okazje”. Bez żadnej napinki, wbitka i jak dobrze się układało, to dawaj lecimy coś nagrać. Także, każdy numer jest ode mnie, chociaż wielu się wstydzę, ale trzeba to przełknąć, w końcu kiedyś się takie numery pisało.  



„Nauka płynie z tego co się nie udało, jak kolejny raz przełknąć gorycz za to samo” Czy często czułeś bezsilność? 

Bezsilność narasta z każdym rokiem życia. Straszna jest bezsilność, wiesz dlaczego? Jak jesteś młody masz dużo energii, i bardzo bujną wyobraźnie, co powoduje, że chcesz walczyć, i wdaje Ci się, że jesteś niepokonany. W przypadku gdy stawiasz czemuś czoła, stajesz się Panem sytuacji. Czasami bywa tak, że gdy wszystko idzie po naszej myśli, nagle sytuacja Cię przerasta bo nie jesteś kozakiem i dostajesz takiego „placka w łeb”.
 Wtedy jest tak, że albo wyciągasz wnioski, albo nie. Napisałem o tym, że nie uczę się na swoich błędach. Zdarzyło mi się wejść kilka razy w to samo bagno, i tyle samo razy dostać po głowie. Nie muszę tego ukrywać, nie jestem Bonusem RPK, który się nie myli, czy jak Oni tam się nazywają. Nie jestem uliczny, może kiedyś bo robiłem głupie rzeczy. Myślę, że jestem bardziej uczuciowy, nie lubię ukrywać tego co we mnie siedzi. Wiesz co mnie mobilizuje? Jak wychodzę do ludzi, to chcę pokazać jaki jestem naprawdę. Nie znoszę tego momentu, gdy ktoś się jarnie że tak w cale nie jest. Niektórzy wożą się za hajs starych i udają nie wiadomo kogo, bo prowadzą super audi to daje im poczucie wartości. Tak naprawdę, to jest gówno, to jest nic. Na samym końcu i tak wszyscy będziemy leżeć w ziemi.


„To nie głos podziemia, lecz głos rejonu na który codziennie wychodzę z domu, na którym od zawsze stawiałem swe kroki”
Co Twoim zdaniem wyróżnia Kopernik z pośród innych legnickich dzielnic? 
Czy nie chciałeś nigdy stąd wyjechać? 



Kopernik jest mistrzowski, po prostu! Kopernik to centrum mojego wszechświata „25 metrów nad ziemią, place pokryte zielenią” „Metalowe bramki, wieczory i poranki, co dzień ten sam widok ciśnie się na oczach. Mieszkam na 9 piętrze, stąd te 25 metrów nad ziemią, jak otwieram okno i wdycham pierwszy mach tego powietrza, to sobie myślę „ja pie****e znowu to samo, znowu tu jestem, znowu ta sama stara baba jest piętro pode mną i jara szlugi i jeb** mi w całym pokoju”. Za to jak wychodzę na rejon, i odwiedzam stare miejscówki które kiedyś zajmowaliśmy, a teraz One stoją puste. 

Włodek w jednym ze swoich numerów nawijał o tym, że czas na tyle nas zmienia, że Ci wszyscy Twoi zajebiści ziomale którzy kiedyś dawali Ci tyle szacunku, emocji w życiu w czasach małolackich przestają istnieć. Gdzie wszyscy się zarzekają, jakimi to nie jesteśmy ziomkami, niektórzy dziarają sobie swoje imiona, braterstwo, rodzina, legnicka mafia z podwórka. To wszystko się nagle urywa, wtedy przytula Cię osiedle, miejsce z którego jesteś. Zawsze możesz pójść gdzie chcesz. Podzieliłem za małolata mapę dzielnicy i Kopernik to jest Queens, Tarninów jest Harlemem bo były tam zawsze najlepsze dziewczyny, dzielnica cudów to Brooklyn. Kopernik jest jak matka, może nie wyróżnia się nie wiadomo czym, ale na pewno atmosfera jest specyficzna. Mieszkają tam ludzie przesiedleni  ze wsi i z innych miejsc, zakładają swoje ogródki. Tam jest typowo rodzinna atmosfera, każdy zna każdego. Mimo tego, że obszar jest bardzo duży. Inkubatory, tak jak nawinął PIH- wybetonowane inkubatory. Szczerze mówiąc Kopernik jest dla mnie wyjątkowym miejscem. To jest mistrzowskie, bardzo dużo się tam nauczyłem. Bardzo dużo ludzi wie kim jestem, ja wiem kim kto jest. Nie da się o tym powiedzieć w jednym słowie. Można by było napisać poemat na temat co jest złego, a co dobrego. Czym się różni? Moim zdaniem różni się tylko i wyłącznie klimatem. Bo mieszkałem  6 lat na Piekarach C i tam też jest zajbiście. To jest normalne osiedle. Kiedyś ludzie tłukli innym do głowy: ”O Jezu, wyjdziesz na Piekary, to cię zabiją.” Ta mieszkają normalni ludzie, bardzo lubię to osiedle. Ale dla nie Kopernik jest najlepszy- tam jest wszystko co chcesz. Sklepy, przedszkola, place zabaw, boiska, orlik, basen. Nawet łąkę, możesz iść na grilla i zajmuje ci to 10 minut. Stacje benzynowe24 na dobę kupujesz sobie piwko. Jedna wielka rodzina. 


Wywiad przeprowadził Bocian




piątek, 27 listopada 2015

Break Boy Palma. "Od poczatku do zawsze"


Krystian Bernacik znany jako Palma. Rocznik 81, obecnie mieszka w Anglii. Zawodowo tworzy gry i animacje. W czasie wolnym robi muzykę i realizuje produkcje filmowe. Gdy ma możliwość to ćwiczy break’a by nie stracić tego czego się nauczył przez wiele lat. Człowiek który w dużej mierze ukształtował Legnicki Bboying. Przeczytajcie wywiad który przeprowadziłem podczas wspólnego treningu. 



Jak wyglądały Twoje początki?

 Zaczynałem jak miałem dwanaście lat, oglądałem teledyski Michela Jacksona i ćwiczyłem w domu jego układy. Trzy lata później w technikum poznałem kolegę Andrzeja któremu też podobała się taka forma tańca. Spotykaliśmy się w parku na muszli koncertowej, albo na łące i robiliśmy różne głupoty. Próbowaliśmy helikoptery, naśladowaliśmy tancerzy z teledysków RUN DMC, albo Music Instructor. Nie mieliśmy żadnego pojęcia o bboyingu. W wieku siedemnastu lat chodziliśmy na dyskoteki, głównie po to by obserwować ludzi w kołach. Bardzo chciałem poznać kogoś kto potrafił więcej. Dla nas to było electro, nie znaliśmy właściwych nazw takich jak poping czy locking. Trwało to do sylwestra w ‘99 roku, kiedy postanowiliśmy znaleźć salę, i tańczyć w lepszych warunkach. 


Pierwszą salę mieliśmy w MCK’u korzystaliśmy z niej od marca 2000 roku. W między czasie poznaliśmy Fransa, i zaczęliśmy się bardziej rozwijać. Przed wakacjami na piątym kanale leciał program w którym zobaczyliśmy Heart Attack Skład, był w nim Dawid Dec, chłopaki pokazywali break dance. Nie miałem wtedy sprawnego magnetowidu, pobiegłem do ciotki by to nagrać. Decu podał swój numer telefonu, zadzwoniłem i zgodził się z nami spotkać. Nagrywaliśmy u niego całe kasety, spędzaliśmy tam czasami parę dni z rzędu. Już miałem kamerę. więc nagrywałem sesje treningowe, i wykłady Deca. Wydaje mi się, że to był dość dobry start. Decu już wtedy tańczył bodajże siedem lat. Nie pamiętam jak dokładnie utworzyła się nowa grupa z Jackiem (Turbo) był w niej Paweł (Ołowiany), Damian (Blizny), Rafał (Rudy). W tym samym czasie, pojawiły się Teledyski Flying Steps które zaraziły niektórych breakiem. Umknął mi jeszcze klip Run DMC z 98’ który wywarł na nas spory wpływ. Przyczyniła się do tego telewizja, niby komercja, ale jednak nam to pomogło. Pojechaliśmy w 2000 roku na Battle Of The Year, przeżyć tą wielką impreze w Niemczech. Ja Andrzej, Frans, nasza trójka. 


Pierwszego headspina potocznie zwanego bańką zakręcił Paweł Ołowiany, zrobił 10 obrotów. Pierwsze Koła Thomasa robił Jacek (Turbo), na muszli koncertowej w parku. Bary zaczął robić frans, nie były do końca poprawne, potem ja i mniej więcej tydzień później Andrzej. Twistery zaczął robić Jacek (Turbo), ale to było dopiero w 2003 roku. Potem były treningi w Atrium w 2001 roku, tańczyliśmy też w czwórce (Sp. nr 4), które załatwił Zyły. Dołączył do nas wtedy Damian (Chałajda) który w tym samym czasie ćwiczył Capoeire. Jakiś czas później zajęliśmy kafelki w Osirze, tam na treningi przyszedł Bartek (Paffi) i Artur (Swips). Aktualnie Paffi ma staż dłuższy niż ja, bo miałem kilka przerw. Tańczę z przerwami od 15 lat. Wyjechałem z Polski w 2006r. Do tego czasu do ekipy dołączył Mateusz (Mati) i kilka innych osób. W ekipie działo się bardzo wiele, ale o to już musisz zapytać Paffiego. Często udzielali się na imprezach Hip Hop’owych, co rzadko się zdarzało kiedy byłem w Polsce.

Jakie „ściany” trzeba burzyć będąc Bboyem?

 Na początku ciężko pokonać strach. Gdy zaczynałem, to bałem się stanąć na głowie. Nie przepadałem za gimnastyką, ale tak bardzo chciałem to robić, że w domu na upartego przełamałem strach. Headspin (bańka) to moja ulubiona figura. Robiłem sam sobie wymówki, chodziłem do lekarza, myśląc, że mam problemy z błędnikiem. Strach jest największą przeszkodą. Nawet po krótkiej przerwie ciężko jest wrócić do poziomu opanowanej wcześniej figury. Kompletnie zapomnieć się nie da, chyba że mięśnie stracą pamięć. Siniaki przychodzą i odchodzą, są w sumie nieistotne, chociaż trzeba się do nich przyzwyczaić. Na pewno zniechęcają one początkujących. Po czasie zapomina się o bólu.


Czym jest dla Ciebie Breaking?


Nie nazywam sam siebie tancerzem. Ćwiczę, bo mam z tego satysfakcję. Nie czuję się bboyem. Nie mam nic przeciwko temu, że reszta korzysta z nazewnictwa, które powstało razem z tą kulturą. Każdy szuka swojego własnego stylu i robi to tak, jak czuje muzykę. Wyraża siebie samego. Dla mnie istnieją same figury. To jest moje podejście. Ale, gdy tłumaczę komuś bboying, to odwołuję się do odpowiednich wzorców. Nie narzucam komuś swojego punktu widzenia. Niech każdy czerpie z kultury tyle, ile potrzebuje. Gdyby breaking był bez figur, myślę, że nie zacząłbym tańczyć. Do nas na sale przychodzą osoby, które zaczęły tańczyć, bo podobały im się figury, ale teraz wkładają w to więcej tańca.

Czy jest coś związanego z Breakingiem, czego żałujesz?

Jak chciałem coś robić to to robiłem. Nie mam żalu co do swoich decyzji, chciałem próbować to próbowałem. Chociaż żałuję, że do 9’tki się nie przełamałem wcześniej. Dużo razy z niej spadłem i się zniechęciłem. Raz wyszedł mi obrót, nawet mam to nagrane. Żałuję, że nie przełamałem się na więcej rzeczy. Wole czuć się bezpiecznie. Jak czuję, że źle spadam to rezygnuję. Tak samo z saltem. Boje się niektórych rzeczy.
- Żałujesz, że nie wygrałeś żadnych zawodów?
Owszem, jeździłem na imprezy w Polsce, ale startowałem tylko raz. Byłem już wtedy lekko zniechęcony, dlatego, że ciężko było tam dojechać. Kilka razy zdarzyło się, że musieliśmy spać na dworcu, bo nie było powrotnego połączenia. Nie podobało mi się to. Teraz mamy auta, więc zupełnie inaczej to wygląda. Na Battle Of The Year w 2003 roku przysnąłem na walce o pierwsze miejsce. Potem przestałem już jeździć na imprezy. Przez pierwsze cztery lata jest fajnie, później szybko można się zniechęcić. Teraz tańczę, bo nie chcę stracić tych wszystkich poświęconych lat.

Jak Hip Hop wpłynął na Twoje życie?

Starałem się trzymać ekipę z dala od „Hip Hopu”. Źle mi się to kojarzyło, m.in. z jaraniem i takimi rzeczami. Nie chciałem też, aby ekipa miała taką opinię. Kiedyś podczas pokazu na rynku podeszli do nas chłopaki z propozycja zatańczenia na koncercie muzyki Rap.  Powiedziałem, że nie, bo nie utożsamiałem się z ich przesłaniem, ale dałem im numer do bboyów z Bolesławca. Chodziło o koncert Paktofoniki w Legnicy i oni pojechali tam zatańczyć. Później nie żałowałem tego, widząc w jakich warunkach musieli tańczyć. Ludzie wchodzili z piwem do kola, próbowali kopnąć tego kto robił headspina. Słaba organizacja, nędzna ochrona, to był rok 2002. Nagrałem ten koncert na VHS.

Jak postrzegasz kulturę masową?

 Nie lubię kultur masowych, uważam że każdy indywidualnie powinien kierować swoim życiem, a nie wpasowywać się we wzorce które ktoś sobie zadecydował. Jestem indywidualista, nie lubię tłumów, nie przepadam za koncertami, wolę posłuchać w domu w lepszej jakości. Zależy od podejścia, wolę mieć swoje, niż cudze. Jak chodzisz na treningi, to masz inną perspektywę, bo widzisz to codziennie na sali. Jak już zobaczysz to w mediach, to nieco inaczej to wygląda. Bądź co bądź, nie ma tego dużo, zdarzają się jakieś pokazy w talent show. Zależy też w jaki sposób jest to pokazywane. Dużo podstaw nauczyłem się, z gazet typu Techno Party i Scrap Beat gdzie tłumaczyli różne figury. Bboye nie podchodzili do tego poważnie, ale mi się to przydało. Kupowałem też Ślizg, chociaż był bardziej o deskach, rzadko było coś o bboyingu.

Wywiad przeprowadził Bocian